Podobnie jak Wy, jestem bombardowany mailami typu „1 miejsce w Google, Płatność za efekt”. Co więcej, jak wczytamy się w treść maila dowiadujemy się, że usługi objęte są GWARANCJĄ. Wyjaśnię, że oferta nie dotyczy wykupienia płatnej reklamy, która faktycznie daje pewne gwarancje pozycji.

„Profesjonalizmu” dodaje kwestia, że otrzymałem maila z informacją handlową, mimo iż jej nie zamawiałem. I naprawdę dopisanie w jego treści formuły, że zgodnie z ustawą prosi się mnie o wyrażenie zgody o przesłanie informacji na powyższy temat, niczego nie zmienia. Nadal jest to informacja handlowa. Na dodatek dokonano błędnej oceny pozycji jednej z moich stron, na którą powołano się w treści maila.

Na czym polega wspomniana GWARANCJA? – otóż na możliwości rozwiązania umowy w przypadku braku efektów. Firma oczywiście wskazuje, że wykorzystuje bezpieczne metody. Ale czy takie dzisiaj istnieją? W zasadzie każde, „sztuczne” pompowanie pozycji w wynikach wyszukiwania jest sprzeczne z wytycznymi Google. Oczywiście może się zdarzyć, że zastosowana metoda przyniesie pozytywny efekt, ale co, jeśli zrealizowana usługa przyniesie efekt odwrotny? Mianowicie, jaką mamy GWARANCJĘ, że działania firmy nie przyniosą nam szkody? Kto poniesie odpowiedzialność – także finansową, jeśli nasz sklep spadnie z pierwszej strony wyników wyszukiwania, a nasza firma poniesie wymierne straty? W takim wypadku, w myśl udzielonej GWARANCJI, zostanie rozwiązana umowa o współpracy – tylko co z tego?

Google nieustannie wprowadza zmiany w algorytmach wyszukiwania, które mają na celu prezentację bardziej adekwatnych wyników wyszukiwania. Na co ta zabawa? Widocznie Google zorientował się, że coraz większy kawałek tortu reklamowego, wpadał do rąk firm pozycjonujących. A one, zamiast zadbać o jakość witryn swoich klientów, stosowali praktyki, które istotnie zaburzały efektywność wyszukiwania. Szkoda, że przy okazji został popsuty rynek oraz ucierpiało niemało firm, które złapały się na tego typu sztuczki.